27 lip 2015

Uwielbiam takie wieczory jak ten

Witam. Tak mnie naszło, nagła chęć, impuls. Włączyć bloggera i coś napisać. Cały dzień leje deszcz. No ale w sumie, czego spodziewać się po Anglii. Siedzę sobie sama w pokoju bo Kamil poszedł na noc do pracy i słucham muzyki. Przez okno wkrada się wilgotne od deszczu, pachnące nim powietrze. Delikatne światło lampki oświetla ten mały ale przytulny pokoik. No i tak po prostu, jest miło. Już miesiąc jesteśmy tutaj na Wyspie. Każdy dzień od poniedziałku do piątku wygląda do siebie podobnie. Rano pobudka, jazda dwoma autobusami do pracy, potem 10 godzin skanowania rzeczy na magazynie Amazon'u. Po pracy do domu, obiad, jakiś film, kąpiel i spać. Z Kamilem mijam się autobusem rano i wieczorem, widzimy się w środy i weekendy jak mam wolne. W weekendy za to jest czas na trochę relaksu i spędzenia czasu razem. Mamy już kupione bilety powrotne na samolot do Polski w połowie sierpnia. Z jednej strony chciałabym zostać tutaj dłużej, zupełnie inaczej się żyje, przyzwyczaiłam się już do pracy i do tego, że mam możliwość zarobienia swoich własnych pieniędzy. Za to z drugiej strony tęsknię za domem. Za mamą, bratem, znajomymi. Nawet za szkołą. Nie mogę uwierzyć, że to ostatni rok w szkole. Kurde no ! Jak ten czas ucieka, nie mogę się z tym pogodzić. Jestem zbyt sentymentalna i za bardzo się przywiązuje do miejsc, osób, pewnych warunków i rzeczy. No ale żeby się nie przybijać to nie myślę o tym, że niedługo czeka mnie koniec szkoły i tej częściowej beztroski. Póki mogę będę się tym cieszyć. Jak wrócimy do Polski mam zamiar pospotykać się ze znajomymi, trochę poimprezować i po prostu odpocząć i wychilloutować się przed szkołą. W sumie przydałoby się, żebym zaraz położyła się spać bo jutro praca ! W takim razie wrzucę parę fotek i lecę. W sumie dobrze mi zrobiło to, że napisałam tą notkę. Daaaaawno nie miałam ochoty na napisanie czegoś na bloga. W sumie w ciągu ostatniego roku nie dodaję prawie nic, a może warto byłoby do tego wrócić ? Zobaczymy. Póki co, dobranoc !



<3

Ja jako Will Graham na konkurs ! 

30 maj 2015

Impreza 18tkowa!

Witam!
Jako 'hot 18' mogę się już w końcu pochwalić moją pierwszą 'dorosłą' imprezą. Swoje urodziny postanowiłam zorganizować razem z Ciurką bo jest ode mnie starsza tylko o 6 dni, a 95% znajomych mamy wspólnych więc impreza była podwójna. Miejscem naszego balowania był duży, mega wypasiony i wręcz luksusowy domek nad zalewem, praktycznie nad samą wodą. Było około 20 osób, a wśród nich z moich gości Klaudia z Wrocławia, która jest moją internetową przyjaciółką już od 4 lat a także kuzynka Beata. Reszta gości to byli znajomi z klasy i kuzynka Ciurki z chłopakiem. Było naprawdę super! Jestem bardzo zadowolona bo martwiłam się czy się uda. Była muzyka, tańce, śpiewanie, drinki i pyszne jedzenie czyli wszystko na swoim miejscu. Nasza 18tka była najdłuższą z imprez bo ostatni goście zostali odprawieni o 4 nad ranem, a jeszcze część została. Bardzo miło wspominam tą impreze, chcociaż same sprawy organizacyjne zajęły wiele. Nie chce się rozpisywać bo w sumie impreza jak impreza, jednak było naprawdę świetnie. No i news którym jeszcze nie dzieliłam się na blogu, dzień przed imprezą poszłam do fryzjera i obcięłam dość sporo moich włosów. Balam się czy mi się spodoba, jednak póki co nie żałuję i nie narzekam a nawet mi się podoba więc jest wspaniale :) 

28 maj 2015

No to przed siebie

Właśnie zaczyna się pierwszy dzień mojej pełnoletności. Pierwszy dzień jako "dorosła" i odpowiedzialna za swoje czyny osoba. No ciekawe, pewnie nie jest to jakaś diametralna zmiana, ale na samą myśl o tym jak ten czas leci i że naprawdę mam za sobą już osiemnaście lat życia to po prostu oszałamiające. Odezwę się jak najszybciej bo mam duuużo do opowiadania. Nadrobię bo tęsknie za blogiem :C

2 maj 2015

Zdjęcia z ferii w UK

Witam, wykorzystuję chwilę wolnego czasu i chcę wrzucić tutaj zdjęcia z mojego pierwszego pobytu za granicą, czyli zimowego wyjazdu do Wielkiej Brytanii z moim chłopakiem. Nie będę się rozpisywać co się działo itp. bo minęło już dość dużo czasu, i nawet nie mam ochoty wszystkiego dzień po dniu opisywać. Napiszę tylko tyle, że było naprawdę niesamowicie. Emocje już trochę opadły, jednak tam w UK cały czas chodziłam nabuzowana i jakby w innym świecie.



















9 kwi 2015

Moje pierwsze jazdy!

Hej!
Ostatnio długo nie pisałam i pewnie nawet nie wspomniałam o tym, że jakiś czas temu zapisałam się na kurs prawa jazdy. Lekcje teoretyczne zleciały szybko w dwa tygodnie i dzisiaj nadszedł ten pamiętny dzień kiedy to pierwszy raz samodzielnie odpaliłam silnik i wcisnęłam pedał gazu. Nie odczuwałam aż tak dużego strachu do momentu gdy na placu manewrowym instruktorka kazała mi przekręcić kluczyk w stacyjce.
Moje nastawienie jednak było pozytywne i poleciałam 'na żywioł'. Po okrążeniu kilkurkotnie placu i wykonaniu podstawowych manewrów usłyszałam od Oli polecenie, że teraz mam wyjechać na miasto. Byłam nieco zestresowana a mimo to nie poszło mi źle. Usłyszałam nawet pochwałę, że jak na pierwszy raz było bardzo dobrze. Co nie zmienia faktu, że samochód zgasnął mi trzykrotnie. Wiem, że popełniłam wiele błędów jednak sytuacja była opanowana i wyciągnę wnioski na piątkowe jazdy. Chciałam bardzo upamiętnić ten w pewnym stopniu mały 'przełom' w moim życiu. Jestem nastawiona pozytywnie i mam nadzieję,że z każdym przejechanym kilometrem będzie mi szło coraz lepiej.

21 mar 2015

Emocje przed jutrem!

Witam. Jeszcze nie dokończyłam postów z UK, za co muszę się niezwłocznie wziąć jednak póki co chcę tylko wtrącić wątek teraźniejszy i napisać parę słów od siebie. Ostatnie dni mijały pod znakiem nauki i treningów. Prawie w ogóle czasu dla siebie, ledwo się z wszystkim wyrabiałam jednak mimo wszystko lubię mieć tak "zawalony" i zorganizowany czas. A to wszystko dlatego, że do nauki i treningów dwa razy w tygodniu doszło mi wiele więcej treningów. W sobotę i niedzielę miałyśmy trzygodzinne treningi z naprawdę ostrym wyciskiem. W poniedziałek doszedł jeszcze jeden dodatkowy trening takiej samej długości. Wszystkie te dodatkowe działania miały na celu ogarnięcie do końca układu i przygotowanie mojego kochanego Digerido do jutrzejszego festiwalu Word Dance, który jest bardzo ważny dla nas jak nawet i nie najważniejszy. Jest parę rzeczy które nie są idealne, przysłowiowe kłody pod nogi bardzo niewielkie ale jednak są. Mimo to wcale się nie zniechęcamy. Ja jestem już cała nabuzowana emocjami, od wczoraj nie myślę o niczym innym. Jestem dobrej myśli. Naprawdę dam z siebie wszystko. A teraz idę spać, dobranoc !

4 mar 2015

Ferie w UK - pierwszy raz za granicą



Witam !

Jak zwykle opóźnione, jednak teraz jestem chora i jako, że siedzę w domu i nie mam nic do roboty to postanowiłam zdać relację z moich cudownych ferii, żeby mieć je utrwalone na blogu raz na zawsze.

Planowaliśmy ten wyjazd już kilka miesięcy wcześniej. Kupiliśmy nawet bilety lotnicze w obydwie strony. Jednak data 5 lutego wydawała mi się bardzo odległa. Do czasu, aż nie zaczęły się ferie i tygodnie oczekiwań zamieniły się w dni a potem godziny. Nigdy wcześniej nie byłam za granicą, nawet u naszych południowych sąsiadów, więc było to dla mnie ogromne przeżycie. Niezwykłości tego wyjazdu dodawał fakt, że pierwszy raz miałam polecieć samolotem oraz to, że leciałam tam tylko z Kamilem.

5.02.2015

W końcu nadszedł ten dzień. Rano sprawdziłam jeszcze raz czy na pewno wszystko spakowałam. Potem podjechaliśmy po Kamila no i ruszyliśmy w drogę na lotnisko. Mimo wszystko nie tak prosto tam trafić po raz pierwszy, ale jakoś znaki i GPS nas doprowadziły. O 14:55 mieliśmy wylot, ale musieliśmy być wcześniej. Pożegnaliśmy się z moją mamą i bratem i poszliśmy na odprawę, którą przeszliśmy bezproblemowo. Potem zostało już tylko czekać w strefie bezcłowej na nasz samolot. 

Jak się okazało przyleciał z półgodzinnym opóźnieniem z UK, no i jeszcze troszkę czasu zajęły sprawy techniczne. Jednak w końcu się doczekałam i wsiedliśmy do samolotu. Chciałam siedzieć przy oknie, żeby wszystko widzieć, jednak miałam takiego pecha, że siedzenie przydzielone dla mnie znajdowało się w miejscu w którym akurat nie ma okna. Mimo to jakoś dałam radę widzieć co dzieje się za oknem bo okno które było za mną trochę "zachodziło"  na moje miejsce. 

Byłam mocno zestresowana i do końca nie wiedziałam czego się spodziewać. Gdy tylko poczułam, że samolot zawraca na płycie lotniska i zaczyna się rozpędzać - chwyciłam Kamila baaardzo mocno za rękę (niechcący wbijając mu przy tym paznokcie). Sam moment wznoszenia się nie okazał się taki zły, trochę jak na kolejce górskiej gdy żołądek podchodzi do gardła. Lot przebiegał spokojnie, ja też już opanowałam emocje. Jeszcze tylko dwa razy byłam trochę przestraszona i zaciekawiona - raz gdy kazano zapiąć pasy bo mogły wystąpić turbulencje, a drugi raz przy lądowaniu. Mimo wszystko żadnych turbulencji nie było a "siadanie" samolotu na brytyjskiej ziemii nie było wcale nieprzyjemne. I takim oto sposobem po dwóch godzinach lotu byłam już w Wielkiej Brytanii !

     
Niesamowite uczucie i widoki !
Stansted Airport 
Pierwszym co zwróciło moją uwagę była pogoda, a mianowicie brak śniegu, który widziałam jeszcze kilka godzin wcześniej w Polsce. Następnie już na lotnisku usłyszałam i zobaczyłam wszędzie wokoło nie swój język. W sumie przecież to tak oczywiste, jednak będąc pierwszy raz za granicą przez chwilę musiałam się przyzwyczaić, że to naprawdę Anglia i że nie śnię. Chwilę na lotnisku czekaliśmy na brata Kamila- Łukasza, który po nas przyjechał od razu po pracy. Było już popołudnie i chcieliśmy się dostać do domu jak najszybciej i coś zjeść więc wsiedliśmy do pociągu i jeszcze godzinę jechaliśmy pociągiem do Peterborough. 

Po dojechaniu do naszego "tymczasowego" miejsca pobytu wzięliśmy taksówkę która podwiozła nas pod dom. Tam czekała już na nas kolacja przygotowana przez współlokatora Łukasza czyli Marcina. Byliśmy głodni i zmęczeni więc zjedliśmy ze smakiem i wdzięcznością, potem się rozpakowaliśmy, i wieczór minął tak jakoś na spokojnie. Siedzieliśmy sobie w czwórkę w salonie i próbowaliśmy ogarnąć zasady gry planszowej "Gra o Tron" ale okazało się to trudnym zadaniem.

Tak minął pierwszy, bardzo emocjonujący dzień w Anglii :) 

5 lut 2015

Ferie 2015

Witam !

Mam kilka zaległych postów, ale jak to ja ostatnimi czasy-"kiedyś" je nadrobię. Póki co chcę Was powiadomić o tym co u mnie słychać.

Minęło już kilka dni moich ferii. Weekend minął spokojnie, w poniedziałek do południa miałam 3 godzinny trening, który w sumie był bardzo przyjemny. Wczoraj do południa byłam na kursie projektowania w programie AutoCAD, który jest jednym z najpopularniejszych programów komputerowych używanych przy projektach architektonicznych i inżynierskich. Nauczyłam się w sumie dość dużo jak na kilka godzin które tam spędziliśmy i spodobało mi się to. Żałuję, że nie lubię i nie umiem matmy, bo może wtedy wybrałabym w liceum mat-fiz i poszła na jakąś inżynierię. W sumie fajna praca, bo ja jestem perfekcjonistką, a do tego wolę pracować sama w skupieniu także to byłaby praca dla mnie, no ale życie potoczyło się inaczej, jestem na bio-chemie, choć i tak nie idę na studia związane z biologią i chemią. Tak to już jest jak się jest zagubionym i podejmuje się ważne decyzje nie znając do końca własnego JA.

No ale nie o tym miałam pisać tylko o moich feriach. Po wcześniej wspomnianym kursie udałam się z Olą i Ciurką do kina na "Pingwiny z Madagaskaru". Naprawdę fajna bajka, teksty śmieszne i czasem dające do myślenia i ogólnie jestem na tak.

No a jakie plany na kolejne dni ferii ? Na pewno jakimś cudem muszę przeczytać "Lalkę" i nie byłoby to takim problemem, gdyby nie fakt, że od jutra do przyszłej środy nie będzie mnie w domu. Nie będzie mnie nawet w kraju. Dlaczego ? A no dlatego, że właśnie jutro zaczną się spełniać moje marzenia.

Lecę jutro do Anglii. TAK, TAK TAK ! Jestem totalnie podekscytowana, nie jestem też tego póki co całkiem świadoma, a temu wszystkiemu dodatkowo towarzyszy lekki strach. Kamil zabiera mnie tak jak obiecał parę lat temu do Anglii, wliczając w to Londyn. Między nami były "zawirowania" więc powątpiewałam w to, że się to kiedykolwiek uda. Na szczęście los i miłość tak nami pokierowała, że jesteśmy razem i jutro o 15 wzniesiemy się nad ziemię.

Lecimy na 6 dni. Bardzo stresuje się lotem, bo nigdy nie leciałam- ba! - nawet nigdy nie byłam za granicą, nawet na Słowacji czy w Czechach mimo, że to tak niedaleko. No ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Nie dość, że pierwszy raz będę lecieć samolotem, do tego pierwszy raz za granicą, zobaczę też Londyn, pierwszy raz znajdę się w środowisku które będzie posługiwać się innym językiem niż ja a do tego też czeka mnie kilka innych atrakcji które będę robić pierwszy raz.

Jestem totalnie podekscytowana. Nie mogę się doczekać aż wzniesiemy się nad ziemię, pewnie porobię zdjęcia przez okno samolotu bo już umówiłam się  z Kamilem, że ja siadam pod oknem. Potem wysiądziemy na lotnisku w Londynie, skąd razem z bratem Kamila pojedziemy do jego miejsca zamieszkania, a przez te 6 dni również naszego. Będzie wspaniale. Będę robić zdjęcia wszystkiego znając mnie, i telefonem i aparatem i w ogóle jedna wielka ekscytacja.

Boje się lotu.. Całe dzieciństwo oglądałam programy na Discovery i National Geographic o katastrofach lotniczych jednak muszę być dobrej myśli i oddać się pod opiekę "tam u góry".

Teraz kładę się do łóżka, bo pewnie z podniecenia i nadmiaru emocji ciężej będzie mi zasnąć. W miarę możliwości postaram się pisać posty wieczorami w Anglii, żeby wszystkie szczegóły poszczególnych dni mieć zapisane tutaj, bo jak wrócę to połowy nie zapamiętam. Oprócz tego pewnie na moim Instagramie będę coś wrzucać w miarę możliwości. Nie chcę zbyt siedzieć w internecie tylko zwiedzać i się cudownie bawić z moim ukochanym, ale też moja natura "dokumentatora" mi na to całkowicie nie pozwoli, i nawet bez aprobaty Kamila raz za czas wrzucę gdzieś jakieś zdjęcie czy coś. Lubię mieć utrwalone wszystkie chwile i tyle no.

Teraz życzę wszystkim dobrej nocy, i udanych ferii lub przyjemnego chodzenia do szkoły.

28 sty 2015

Studniówka 2015

Witam. Znów mam duże zaległości, i będę starała się je jakoś nadrobić.

10go stycznia mój chłopak miał studniówkę. Była to pierwsza tego typu impreza w której brałam udział, i stresowałam się chyba bardziej niż Kamil mimo, że to on był ważniekszy na studniówce swojego liceum niż ja jako gość.

Już miesiąc wcześniej miałam kupioną sukienkę. Przybyliśmy na salę godzinę wcześniej bo Kamil musiał coś ogarnąć.

Miałam na sobie czerwoną krótką sukienkę i czarne czółenka, Kamil czerwony krawat do 'kompletu' i klasyczny garnitur. Mama pomogła mi przy fryzurze i dzięki temu miałam fajniutkie loczki.

Na początku była część oficjalna- prezentacje klas z różnymi śmiesznymi zdjęciami i poprzedzający je polonez. Klasa Kamila tańczyła jako druga.

Bardzo się stresowałam tym polonezem, że się pomylę albo potknę, jednak nic takiego się nie stało a polonez wyszedł naprawdę dobrze.

Nie będę opisywać całej zabawy bo jaki w tym sens. Powiem tylko tyle, że bawiłam się cudownie, wytańczyliśmy się z Kamilem do białego rana tak, że nogi odmawiały mi posłuszeństwa ze zmęczenia i ogólnie było świetnie bo wszyscy się bawili.

Muzyki dostarczał nam zespół który był naprawdę fajny, muzyka na żywo jest super! Jedzenie było, średnie ale zrekompensowała je fontanna z czekolady i maczane w niej owoce. Dodatkową atrakcją była też fotobudka.

Ciekawi mnie jak będzie wyglądać moja studniówka. Jeszcze nie wiem czy wolę długą czy krótką sukienkę ale mam dużo czasu. Bardziej ciekawi mnie czy też będziemy się tak dobrze bawić 'u mnie'.

A teraz wrzucam kilka zdjęć :)

4 sty 2015

Krótki spacer z Ciurką

Witam !

To mój pierwszy post w tym nowym roku, zwlekam z jeszcze jednym ale wszystko nadrobię.
Póki co chcę wspomnieć o moim dzisiejszym krótkim wypadzie do Ciurki. Tak się złożyło, że pojechałam jej oddać zeszyty i przy okazji poszłyśmy się przejść. Świeciło bardzo ładne słoneczko, a przy tym świeciło słońce dlatego z chęcią wzięłam swój aparat żeby być może złapać jakąś ciekawą okazję na zdjęcie. Przy okazji pogadałyśmy trochę z Ciurką, ostatnio nasz kontakt osłabł, ale jako moje postanowienie noworoczne chcę go odnowić, bo naprawdę zależy mi na utrzymaniu naszej przyjaźni.

W drodze powrotnej, jak szłam na przystanek byłam oszołomiona pogodą. Była ona dla mnie tak niesamowita, choć tak naprawdę nie jestem do końca pewna czemu. Może dlatego, że z jednej strony niebo było jasne, pomarańczowe, a z drugiej strony ciemne, prawie czarne. Do tego wszystkiego panująca wszędzie wokół cisza i świeża warstwa śniegu która "sparaliżowała" okolicę. Wisienką na torcie tych niesamowitych okoliczności był księżyc, który był widoczny bardzo dobrze, w całej swojej okazałości.

A teraz nie rozpisuje się już więcej bo wedle postanowienia noworocznego staram się chodzić wcześniej spać, i tak oto z godziny 3-4 tak jak wczoraj przerzucam się na 23-24. Jest progres, a to dopiero początek !