29 gru 2012

Nie mam weny.

Ehh. To jednak było złudzenie. Chwilowy przypływ weny okazał się atrapą. Dalej jej nie mam. A może mam, tylko nie potrafię się na tym skupić i jej wykorzystać ? Nie ważne.. Spróbuję coś wykrzesać z siebie. Ten tekst nie odnosi się do mojego nastroju, sytuacji. On po prostu jest.

I nagle wszystko zwaliło mi się na głowę. Cały świat runął. Otworzyły się przede mną bramy piekieł, i czułam jak spadam w otchłań ciemności. Wszystkie światła zgasły a gwiazdy na niebie straciły swój blask. Wszystkie dźwięki przestały istnieć.Wszystkie oprócz jednego. Został tylko ten najcichszy, najwątlejszy. Dźwięk uderzeń mojego kruchego, połamanego serca. Serca które kiedyś było bardzo silne, było moją świątynią, do której chciałam zaprosić ludzi, chciałam im pokazać jego czystość i piękno. Ufałam im. Zapraszałam ich do środka i prosiłam, żeby zostali jak najdłużej. Podobało im się tam, obydwóm ze stron sprawiało to  wiele radości, lecz z czasem nawet nie zauważyłam, że ludzie zaczęli wykorzystywać moje serce do swoich celów. Wiedzieli, że są tam mile widziani, dlatego robili złe rzeczy, wykorzystywali moją hojność. Zaczęli je niszczyć, włazić z brudnymi buciorami do niego, psuć to co było w nim pięknego. Zaczęli sprawiać, że zaczęło być bardziej kruche. Jego ściany będące niegdyś niezniszczalnym murem, zaczęły niszczeć. Każdy z nich powoli kruszył mur. Wyciągał z niego po jednej cegiełce, żeby zyskać coś dla siebie. Byli egoistyczni. Uważali, że przecież moja miłość uprawnia ich do złego postępowania, do ranienia. Coraz bardziej niszczyli moje serce. Nawet gdy zaczęłam to zauważać i tak ich nie wyrzuciłam. Za bardzo się do nich przywiązałam. Kochałam ich, pomimo, że niszczyli to co było dla mnie najcenniejsze. Niszczyli mój niezniszczalny do tąd mur. A kiedy wreszcie zebrałam się na odwagę, wyrzucić ich na zbity pysk, to niestety mój wysiłek okazywał się daremny. Rozgościli się. Nie chcieli opuścić mojego serca. Mogłam zamykać ich w najciemniejszych, najgłębszych piwnicach. Mogłam ich wiązać, kneblować, a oni i tak znajdowali drogę, żeby dalej mnie niszczyć. Niszczyć mnie od środka. I nawet gdy starałam się ich ignorować, to skutki ich poczynań dawały znać. Z każdym mocniejszym stąpnięciem czułam jak mur się chwieje. Niegdyś najpotężniejszy krok nawet by go nie ruszył, bo był nieśmiertelny. A teraz moje serce będące obrazem nędzy i rozpaczy w każdej chwili mogło się rozpaść. Jego ściany mogły runąć, bo składały się teraz z pojedynczych cegieł, których z każdym dniem ubywało. Tego muru nie da się już naprawić. Nigdy się nie uda. Na zawsze pozostanie wybrakowany. Jedyne co można zrobić to go podeprzeć, zreperować, ale i tak na zawsze pozostanie on pomnikiem tego, co potrafią zrobić ludzie. Moje serce będzie symbolem tego, jak bardzo człowiek potrafi zranić drugiego człowieka,jak zaufanie do ludzi może być zgubne.  Obrazem tego jak bardzo świat jest okrutny.





2 komentarze:

  1. wow, dobra notka (:

    pozdrawiam i zapraszam
    http://highwaytoworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Napisz kilka słów od serca.