7 paź 2014

Intensywny weekend !

Hello !

Odzywam się tak w środku tygodnia, znów po dłuższej przerwie. Coś ostatnio mi nie idzie to blogowanie, ale chce się zrehabilitować, bo ostatnio dużo się dzieję a ja o tym nie piszę, a przecież blog to taka fajna pamiątka.

Czas ucieka mi przez palce jednak jest on dobrze wykorzystany. Staram się utrzymywać oceny na dość dobrym poziomie, jednak muszę się do tego jeszcze mocniej przyłożyć. W wolnych chwilach staram się spędzać czas z Kamilem. Często nawet po treningu wieczorami spotykamy się chociaż na 20 minut, bo brakuje nam tego kontaktu. Ogólnie między nami układa się bardzo bardzo dobrze, i naprawdę jest super.

W ten piątek byłam razem z Kamilem na łączonej 18tce jego kumpli. Nieco się stresowałam, bo nie jestem przyzwyczajona do jakiegokolwiek rodzaju imprez, jednak bawiliśmy się bardzo dobrze. Potańczyliśmy sobie, zjedliśmy coś dobrego, gadaliśmy, śmialiśmy się. Poznałam najlepszego przyjaciela Kamila. No a potem wróciliśmy nocnym autobusem do Kamila, i koło 10 się obudziliśmy. Jego rodzice z braćmi jedli śniadanie więc dołączyliśmy do nich, chociaż ja nie byłam w stanie nic jeść. Później moja mama miała urodziny i mieliśmy gości na kawie więc zostałam w domu.

W niedzielę razem z Kamilem podjęliśmy decyzję o spacerze po centrum. Pogoda była cudowna, więc pospacerowaliśmy sobie sporo, poznałam część miasta, której jeszcze nie znałam, i ogólnie było bardzo przyjemnie, miło. Nawet udało mi się cyknąć kilka fotek ale wrzucę je tutaj następnym razem bo muszę troszkę obrobić.

Dziś w szkole mieliśmy Dzień Kota, i kociliśmy pierwszaków. Było naprawdę fajnie, może będę mieć jakieś zdjęcia to też wrzucę.

No a w czwartek o 6 rano wyjeżdżamy do Warszawy na trzydniową wycieczkę. Mamy w planach zwiedzanie zabytków itp. będzie naprawdę fajnie. W dodatku, że kadra nauczycielska jest naprawdę udana.

Zdjęcie z 18tki :3 


<3

20 wrz 2014

Zmiany na lepsze i rzeczywistość !

Witam !

Znów od dłuższego czasu nic nie pisałam, no ale cóż, chyba przez najbliższy czas tak będzie dopóki nie ogarnę jakoś szkoły i swojego wolnego czasu. Cały czas coś się dzieje, nie ma mowy o nudzie, a nawet czas dla samej siebie żeby poleniuchować ciężko jest wygospodarować, ale to bardzo dobrze.

Po wakacjach rzeczywistość zmiażdżyła mnie z impetem, ale jakoś staram się powoli otrząsnąć i ogarnąć te wszystkie dziedziny życia, jakoś zagospodarować czas. Muszę nad sobą pracować, a przede wszystkim nauczyć się uczyć, bo siadam nad książkami i nie mogę się skupić, i ogólnie jest ciężko.

Poza tym moje życie zmieniło się o 180 stopni i jest naprawdę dobrze. Nie wspominałam, ale we wrześniu tak całkowicie po koleżeńsku spędziłam kilka razy czas z Kamilem, naprawiał mi komputer, i tak jakoś dobrze poczuliśmy się w swoim towarzystwie. Nie będę pisać tutaj szczegółów i tego wszystkiego, bo to dosyć osobista sprawa, ale wyszło na to, że postanowiłam dać nam 3cią a zarazem ostatnią szansę.

Mówi się, że nie powinno się wchodzić dwa(a tym bardziej trzy) razy do tej samej rzeki bo to bez sensu. Jednak z drugiej strony istnieje powiedzenie "do trzech razy sztuka". Postanowiłam jednak zrobić to co podpowiada mi serce, i dać szansę. Nie należę do ludzi chowających urazę, i jeśli widzę, że ktoś się stara coś zmienić i naprawdę pracuje nad sobą i tą relacją, to daję taką szansę, jeśli sama mam chęć i nie robię tego na siłę.

Na początku było trochę dystansu, nie czułam nic bardziej szczególnego, czułam jakby te uczucia cały czas były we mnie, dobijając się od środka, jednak przez wcześniejsze okoliczności zatrzasnęłam je na dziesięć spustów w głębi siebie i nie dopuszczałam do głosu. Jednak po jakimś czasie, bardzo dobrze spędzonym czasie uczucia zaczęły "wypływać na powierzchnię".

W aktualnym stanie mogę porównać to do sytuacji kiedy odpalamy fajerwerk. I czasem zdarzy się tak, że coś zaiskrzy, lekko się zapali, jednak po chwili gaśnie. Wydaje nam się, że jednak nic z tego, zaczynamy zbliżać się do ładunku pirotechnicznego, i nagle fajerwerk szybuje w górę z pełną prędkością i tworzy na niebie piękne obrazy, które zachwycają każdego, mimo, że nic nie wskazywało, że to się uda. Tak właśnie się czuję. Myślałam, że to będzie niewypał bo nie czuję już tego samego, jednak wszystko się odblokowało i jest dużo mocniejsze, stabilniejsze i dojrzalsze niż wcześniej.

Jestem po prostu zakochana po same uszy. Nie wierzę w to, że mam tak cudownego chłopaka, i mimo, że mieliśmy problemy, nie układało nam się pewien czas i nie zawsze było kolorowo, to skoro po tym wszystkim potrafimy być tak mocno szczęśliwi i nadal czuć do siebie te same uczucia co od grudnia 2011 roku, to musi być coś poważniejszego.

Teraz idę już spać, mam straszny katar i boli mnie gardło, a jutro w szkole odbywa się coroczna spartakiada, na której będzie bardzo ciekawie. Każda klasa losowała motyw który wykorzysta do zbudowania pojazdu oraz przebrania się. Moja klasa wylosowała Gwiezdne Wojny, a ja przebieram się za Darth Maul'a. Porobię zdjęcia bo to będzie super ! Muszę wcześniej wstać żeby się ucharakteryzować, dlatego już lecę !

P.S. MUSZĘ się tym z Wami podzielić bo to jest cudowna sprawa. W ferie lecę z Kamilem do Anglii na 6 dni. Już nie mogę się doczekać ! Jest naprawdę niesamowicie, aww <3



Nasz niesamowity pojazd na jutro ! ;3

My i nasz perfect matching <3 Identyczny kolor spodni i butów,
a to wszystko całkowicie przypadkiem


4 wrz 2014

Rok szkolny pełną parą.

Witam !

Wiem, że ostatni post pisałam jeszcze pod koniec wakacji, jednak tak to wszystko szybko zleciało. Nawet nie wiem kiedy. Nie pisałam, bo nie miałam motywacji, chęci i czasu trochę też.

Co się działo? Dotarł do mnie autograf Madsa, to naprawdę cudowne uczucie mieć świadomość, że widział to zdjęcie, podpisał je. Razem z autografem dostałam też kartkę od Susan, która załatwiła mi autograf. Mimo, że ma 58 lat i jest emerytowaną nauczycielką to jest naprawdę cudowną osobą. Piszemy ze sobą często, i chyba pierwszy raz od bardzo dawna spotkałam tak miłą i kochaną osobę. Ja narysowałam dla Susan rysunek Madsa, napisałam list, wysłałam kilka pocztówek. Paczuszka dotarła do niej i bardzo się ucieszyła z tego. Internet jednak nie jest taki zły, a czasem potrafi posłużyć do poznania niesamowitych ludzi.

No, a od prawie tygodnia jestem już drugoklasistką. Co do nauczycieli trochę się pozmieniało. Mamy nową prof. od wf (jutro mamy z nią pierwsze dwie lekcje), i zmienione nauczycielki od angielskiego. Trochę się cieszę, trochę nie. Wiadome, że każdy nauczyciel i jego sposób nauczania/osoba mają swoje plusy i minusy.

Poza tym w ciągu 3 dni nauki zapisaliśmy już prawie pół zeszytu z chemii. Wczoraj mieliśmy zadane bardzo dużo zadania, choć nie było bardzo trudne, to ja jako, że mam trudności z matmą to z obliczeniowymi z chemii też mi czasem ciężej idzie. Tak mnie jakoś chwyciło, że aż poryczałam się nad zeszytem z chemii, no ale wzięłam się w garść, i dzisiejsze zadanie poszło już dużo łatwiej, chociaż było go mniej i było prostsze, ale samo podejście dość dużo zmienia.

Na szczęście we wtorki i czwartki znów chodzę na treningi taneczne. Bardzo się za tym stęskniłam. We wtorek mamy "trening pokazowy" na rynku miejskim. To może być ciekawe doświadczenie, jednak z drugiej strony trochę się boję jak to wszystko wyjdzie.

Teraz idę już spać bo jestem padnięta, dobranoc :)

17 sie 2014

Autograf Mads'a Mikkelsen'a !

Witam, witam.

Ten weekend spędziłam u Ciurki. W piątek wróciła ona z kolonii na której była jako wolontariuszka, i postanowiła zaprosić mnie i Olę do siebie na noc. To była noc pełna wrażeń (szczególnie dla mnie).

O 14:50 miałam autobus do Ciurki. Jako, że musiałam jeszcze iść do sklepu dokupić parę rzeczy, zaczęłam się zbierać wcześniej. Jednak nagle na grupie fanów serialu Hannibal na Facebooku ludzie zaczęli pisać o tym, że w USA jest meet-up z aktorem grającym główną rolę czyli Madsem Mikkelsenem. Jako, że miałam jeszcze chwilę do autobusu to napisałam parę komentarzy, że zazdroszczę tym którzy się z nim spotkają, niestety ja jestem tak daleko, i że są szczęściarzami bo z nim porozmawiają, będą mieć autograf itp., razem ze mną post komentowała Grace z Irlandii.

Nagle wpadłam na ciekawy pomysł. Napisałam, że fajnie by było napisać na kartce wszystko co chciałybyśmy powiedzieć Madsowi, zrobić sobie zdjęcie z tą kartką i wstawić na grupę. W ogromnym pośpiechu zrobiłam plakat (który jest brzydki i totalnie niedopracowany), ubrałam na głowę wianek (fani zrozumieją dlaczego) i cyknęłam fotkę, którą wrzuciłam na grupę. Grace zrobiła to samo.

Pewna nauczycielka z Nowego Jorku zamierzała wziąć udział w tym meet-upie i właśnie nam o nim pisała itp. i stwierdziłam, że to byłoby super, jakby choć udało jej się pokazać Madsowi nasze zdjęcia z plakatami. A Susan (tak nazywa się ta nauczycielka) okazała się kobietą o złotym sercu i wydrukowała nasze zdjęcia. Powiedziała, że zobaczy co da się zrobić i, że może zdobędzie dla nas autografy.

Prawie uciekł mi autobus więc wyłączyłam Facebooka, pobiegłam do sklepu i na przystanek. Będąc już u Ciurki sprawdziłam Facebooka jednak nic ciekawego się tam nie działo, to zapewne przez różne strefy czasowe (USA jest 6 godzin do tyłu).

Z Olą i Ciurką jadłyśmy przekąski, one opowiadały mi o kolonii, grałyśmy w Cluedo i ogólnie spędzałyśmy miło czas. Później kolega przyszedł dać Ciurce pendrive, odprowadziłyśmy go nawet kawałek. Śmiałyśmy się ciągle, oglądałyśmy jakieś rzeczy na internecie. No jak to zwykle na nocowaniu w damskim gronie bywa.

W pewnym momencie położyłam się na łóżku z facebookiem na telefonie Ciurki i zaczęłam pisać z tą Grace czy są jakieś wieści. Napisała, że Susan wysłała jej tylko swoje zdjęcie z Madsem, i że prawdopodobnie nie udało się zdobyć autografów. Byłam nieco zawiedziona, ale tylko odrobinę, bo nie wierzyłam w to, że może się udać.

Nagle Grace napisała do mnie "Martyna. Prepare. To. Die" i wysłała mi dwa zdjęcia. Na jednym wydrukowane jej zdjęcie a na nim autograf Madsa, a na drugim wydrukowane moje też z autografem. Nie mogłam w to uwierzyć. W tamtym momencie szargały mną takie emocje. Zaczęłam piszczeć, ciągle powtarzać "mam autograf Madsa, mam autograf Madsa". Ciurka i Ola podbiegły do mnie, wyrwały mi telefon z ręki, żeby zobaczyć ten autograf, a ja leżałam i się śmiałam i próbowałam opanować.

Przez następne pół godziny, a może nawet godzinę pisałam z Grace o tym jak bardzo jesteśmy podekscytowane i ucieszone, obydwie prawie płakałyśmy, a ja ciągle nie wierzyłam, że naprawdę się udało. Mój irracjonalny pomysł został wcielony w życie dzięki ludziom o wielkim sercu i internetowi, który pozwala przemierzyć ogromne odległości.

Nie dowierzałam w autentyczność tego autografu, bo czułam się jak w śnie. Jednak zobaczyłam zdjęcia wielu innych fanów, którzy sfotografowali autografy od Madsa i pisał na nich tym samym srebrnym markerem co na naszych zdjęciach, i charakter pisma oraz sam podpis ten sam, i wtedy już byłam pewna, że naprawdę zobaczył nasze zdjęcia.

Susan napisała też, że Mads bardzo uważnie, na głos przeczytał napisy z naszych plakatów oraz, że wyglądał na poruszonego tym gestem z naszej strony. To, że tak zareagował jeszcze bardziej spotęgowało moją miłość do niego i szacunek do jego osoby. Poświęcił czas i uwagę dla nas, choć wcale nie byłyśmy tam obecne.

Susan poprosiła mnie i Grace o nasze adresy, i nasze autografy przylecą do nas zza oceanu pocztą. To cudowne. Uwielbiam Madsa i jest moim ulubionym aktorem (zaraz po Johnnym Deppie). Podziwiam Go też za to jaki jest, jak traktuje swoich fanów. Uwielbiam jego akcent itp. ale o tym pewnie rozpisze się, jak już wstawię tutaj zdjęcie mojego autografu, gdy będzie wisiał nad łóżkiem.

No a wracając do nocowania to poszłyśmy spać koło 3. Rano zaraz po przebudzeniu sprawdziłam, czy to na pewno nie był sen. Potem złożyłyśmy łóżko, zjadłyśmy śniadanie, pograłyśmy w monopoly, i ogólnie tak dzień minął.

A oto plakat który zrobiłam i moje zdjęcie z nim, no i zdjęcie autografu ! Potem wrzucę jeszcze jedno ale to jak już dotrze do mnie osobiście ten autograf :)




Mads napisał "Thank you so much Martyna" <3

Motywacja i zmiany?

Witam !

Ostatnimi czasy w mojej głowie dzieje się dużo. Dużo różnych rzeczy. Wiele myśli krąży gdzieś tam pod czaszką. Przez tydzień pobytu Klaudii u mnie dużo rozmawiałyśmy, o życiu, sposobie bycia, zachowaniu i wielu innych aspektach. Od dłuższego jednak czasu zastanawiałam się nad swoim zachowaniem, życiem i wszystkim co z nim związane.

Kilka dni temu natomiast, po chwilowym zamyśleniu i przypływie melancholii niespodziewanie ogarnął mnie taki cudowny stan. Nagle "spłynęła" na mnie motywacja, samozaparcie, jasność umysłu. Ogarnęłam w tym czasie taki prowizoryczny plan na przyszłość. Nie zawiera on w sobie jeszcze tak "szczegółowych" informacji jak wybór kierunku studiów po liceum czy to co chcę robić w życiu, jednak określiłam jak chcę by wyglądało moje życie.

Chcę się rozwijać, nie stać w miejscu. Odkrywać nowe miejsca, rzeczy, smaki. Chcę próbować różnych rzeczy, poznawać różne kultury, odkrywać świat i samą siebie. Rozwijać się jak na razie w szkole, bo nauka jest ważna. Chcę też rozwijać swoje pasje i zainteresowania. Swoje talenty jeśli takowe posiadam. Chcę nauczyć się czerpać z życia to co najlepsze.

Jestem świadoma tego, że cały czas nie uda mi się utrzymać takiej motywacji, jednak to jest tak mocny zastrzyk pozytywnej energii, że przez najbliższy czas dalej będzie krążył w moim krwiobiegu. To podejście tak mnie umocniło, że teraz cięższe chwile i porażki będzie mi się znosić odrobinę lżej. Cały czas przepełnia mnie takie uczucie szczęścia i samozaparcia.

Przy okazji takiej motywacji zaczynam poważniej traktować zmiany w moim życiu. Przede wszystkim nie zamykanie się w sobie i na innych ludzi. Otwartość, trochę pracy nad wadami swojego charakteru. Chcę też starać się bezinteresownie pomagać ludziom, bo "wszystko co oddajesz w końcu wraca". No i przede wszystkim wierzyć w siebie i swoje możliwości. I znajdywać szczęście w sobie i otaczającym świecie, a nie uzależniać je od drugiej osoby czy konkretnych zdarzeń.

13 sie 2014

Bardzo miły spacer nad klifem

Witam !

Ostatni tydzień był bardzo pozytywny. Spędziłam go z moją przyjaciółką Klaudią, jednak o jej pobycie tutaj napiszę w przeciągu najbliższych kilku dni, ponieważ musi mi powysyłać nasze wspólne fotki, i dopiero napiszę porządną notkę ze zdjęciami z poszczególnych dni.

Dziś natomiast spędziłam bardzo miło dzień. Porządnie się wyspałam, a potem wybrałam się na miły spacer. Było naprawdę miło, nie spodziewałam się, że będzie aż tak. Dawno nie czułam się tak beztroska i radosna, do tego te widoki, to magiczne miejsce. Gdyby nie wszechobecność os i innych owadów byłoby wręcz idealnie. Jednak w sumie po tym jak ostatnio wyganiam z kuchni po kilka sztuk os dziennie, te owady już powoli przestają napawać mnie takim lękiem, czuje się prawię jak ich pogromczyni. Dzień naprawdę był bardzo pozytywny, może jeszcze nadarzy się okazja na powtórkę :)

Piosenka kojarząca mi się z dzisiejszym dniem :3

No i jeszcze zdjęcie miejsca w którym dziś byliśmy, jednak zostało ono wykonane kilka dni temu jak byłam tam na spacerze z Klaudią. Naprawdę uwielbiam to miejsce. Ciesze się, że mam w okolicy takie przepiękne widoki. 

28 lip 2014

Wakacje lecą

Hello !

Znów mnie tu nie było długo. Miałam opisywać co się działo, ale jakoś nie mam weny na siedzenie przy kompie i pisanie notek, cieszę się wakacjami. Trudno, że nie spełnię "postanowienia" o pisaniu posta codziennie, trudno. Świat się przez to nie zawali.

W zeszłym tygodniu Ciurka nocowała u mnie kilka dni. Było śmiesznie, na pewno wspomnienia zostaną na długi czas.

Oprócz tego w sumie nie działo się nic szczególnego. Jedną z niedziel spędziłam rodzinnie nad zbiornikiem wodnym przy Pustyni Błędowskiej, opaliłam się trochę, jednak jeszcze w te wakacje chcę złapać trochę słońca. Skoro nigdzie nie wyjeżdżałam, to chcę chociaż się opalić.

No a ten tydzień spędzę na porządnym sprzątaniu, bo w końcu kiedyś trzeba to zrobić.

I mam jeszcze jedną, naprawdę super informację. W przyszłą niedzielę przyjeżdża do mnie z Wrocławia moja przyjaciółka Klaudia. Ja byłam u niej na wakacje dwa lata temu, i wtedy też widziałyśmy się po raz 1szy w życiu. Taka wiadomość dla wszystkich którzy nie wierzą w internetową przyjaźń- takie coś naprawdę istnieje. Ja i Klaudia znamy się już 4 lata, i chyba nie było dnia, żebyśmy nie napisały do siebie choćby sms. Mówimy sobie o wszystkim, i naprawdę jesteśmy dla siebie jak siostry. Mimo, że dzieli nas tyle kilometrów, i będziemy się widzieć dopiero 2gi raz w życiu jest dla mnie naprawdę jedną z najbliższych i najważniejszych osób. Bardzo się cieszę na jej przyjazd. Ja już byłam u niej, posmakowałam życia w "wielkim mieście", teraz kolej na to, żeby ona poznała kawałek mojego świata, życia w małym miasteczku, a właściwie na jego obrzeżach. Mam nadzieję, że spodoba jej się tutaj i że naprawdę to będzie cudowne 7 dni. Post z mojego pobytu u niej możecie znaleźć pod TYM LINKIEM.

A jak wam mijają wakacje ? Spędzacie je w domu na robieniu rzeczy na które nigdy nie mieliście czasu, czy może cały czas aktywnie wykorzystujecie każdą minutę ? :)

20 lip 2014

Festiwal Energii 2014

Hejhej!

Znów mnie tutaj długo nie było, ale nie miałam weny na pisanie postów, nie spędzałam dużo czasu przy komputerze a poza tym nie było mnie praktycznie cały tydzień w domu. Ale zacznijmy od początku.

W sobotę pojechałam do Ciurki. Naszym planem na popołudnie okazał się wypad na Festiwal Energii, który jest organizowany w naszym mieście już 7 raz. W zeszłym roku w terminie festiwalu byłam na Oazie, więc zdecydowałam się pójść na tegoroczną imprezę. Po wejściu na stadion zdziwiłyśmy się trochę małą ilością ludzi. No ale na początku były jakieś mało znane, lokalne zespoły. Później na scenie pojawili się Bob One&Bas Tajpan, którzy nieco rozbudzili widownię która do tego czasu już nieco się powiększyła. Większość ludzi jednak spędzała czas w części gastronomiczno-piwnej. Później występ miała Kate Ryan, która zaśpiewała wszystkim znane przeboje typu "włajaż włajaż", a ludzie oczywiście umieli śpiewać tylko refren ale i tak było w porządku. No a ostatnim zespołem na którym razem z Ciurką zostałyśmy były Strachy na Lachy. Cudownie było usłyszeć ich na żywo, w dodatku, że ostatnimi czasy zaczęłam ich słuchać. Mega przyjemne uczucie śpiewać "Dzień dobry, kocham Cię.." razem z tyloma innymi ludźmi. Jednak piosenka na którą czekałam najbardziej była Raissa. Nie ma ona jakiegoś bardzo ambitnego i rozbudowanego tekstu jednak ostatnimi czasy bardzo dużo jej słuchałam i ogólnie dobrze mi się kojarzy. Darłam się na całe gardło i śpiewałam z całych sił, bardzo mi się podobało. Po koncercie pojechałyśmy do domu i szybko zasnęłyśmy.

Następnego dnia czyli w niedzielę po południu wybrałyśmy się na drugi-finałowy dzień festiwalu. Tego dnia było odrobinę więcej ludzi, ponieważ przyciągnęły ich pewnie gwiazdy dające pokazy na scenie.
Na początku publiczność rozgrzały mniejsze zespoły, później ja, Ciurka, Dawid i Miłosz (spotkałyśmy ich w sobotę, i w takim gronie spędziliśmy te dwa festiwalowe dni) poszliśmy już pod scenę. Kolejnym artystą był Mesajah. Znałam w sumie kilka jego piosenek, w gimnazjum słuchałam dość dużo reggae, ostatnio sporadycznie. Jednak gdy Mesajah pojawił się na scenie to od razu poczułam się cudownie, stanie w tłumie i bujanie się w rytmie reggae, śpiewanie o pokoju na świecie, miłości między ludźmi i w ogóle było tak bardzo pozytywne. A sam Mesajah zyskał miano "mojego męża" (mam takich mężów już z 10, ale nieważne). Miał taki uroczy uśmiech, do tego ma bardzo przyjemny głos, no i bardzo dobrze się ruszał.

Jeśli mogę to tak ująć to dzięki niemu zdałam sobie sprawę, że zmienił mi się gust odnośnie wyglądu facetów. Oczywiście wygląd nie jest najważniejszy, ale jeśli chodzi o to np. gdy idąc ulicą zwrócę uwagę na kogoś, albo na jakiś randomowych kolesi w internecie. Kiedyś ideałem byli wysocy, bardzo szczupli blondyni, a ostatnimi czasy zauważyłam, że podobają mi się faceci mojego wzrostu lub odrobinę wyżsi i niekoniecznie chudziutcy. Nie grubi, nie chudzi, tacy w sam raz, do przytulania. A do tego najlepiej brązowe, ciemne włosy. Co do oczu chyba też już nie mam tak jak wcześniej określonego koloru jakim był niebieski. Ważne, żeby miał "to coś", a i tak najładniejsze są niebieskie i zielone oczy, choć tych drugich nie widziałam za wiele. No i jeszcze ostatnio zachwyca mnie u facetów kilkudniowy zarost, jejuu uwielbiam to. I do tego jeszcze fajnie, nie za mocno zbudowane ręce, wystające żyły na dłoniach i naprawdę mogę odpłynąć.

Gdy publika wsiąknęła już w reggae klimaty, rozluźniła się i nabrała nieco pozytywnej energii na scenę wszedł Kamil Bednarek. Pod sceną zaczęły się piski nastolatek. Naprawdę facet potrafi mocno rozruszać tłum. Mogę powiedzieć, że ten festiwal to był jeden z moich pierwszych koncertów w życiu, w dodatku takich podczas których stałam pod sceną a nie gdzieś na trawniku obok, i po prostu zakochałam się w możliwości interakcji artysty z publiką. Cudowne było krzyczenie razem z Kamilem, chwytanie się z ludźmi za ręce i skakanie w jednym rytmie lub po prostu machanie rękami. Wspaniałe przeżycie, jednak koncerty to jest to coś co sprawia, że można się wyluzować, naładować baterie i poczuć prawdziwy smak szczęścia i życia. Po Kamilu była jeszcze Budka Suflera na którą przyszło głównie odrobinę starsze pokolenie, a później na scenie pojawiła się Cała Góra Barwinków, jednak byłyśmy już nieco zmęczone wcześniejszym szaleństwem pod sceną i pojechałyśmy do domu.

Festiwal mnie osobiście bardzo się podobał, nabrałam dużo pozytywnej energii, odpoczęłam, posłuchałam dobrej muzyki no i odkryłam tą "magię" koncertów. Jeśli chodzi o minusy, to była to na pewno lokalizacja. W poprzednich latach impreza odbywała się nad zalewem, gdzie było dużo miejsca, otwarta przestrzeń, w ciągu dnia możliwość spaceru nad wodą, wieczór były sztuczne ognie, a na stadionie powierzchnia dużo mniejsza i ogólnie gorzej. Sądzę, że to był też główny powód dla którego było tak mało ludzi. W porównaniu z ubiegłymi latami gdzie ludzi było naprawdę bardzo, bardzo dużo, a w tym roku 1-2 tysiące to naprawdę porażka. Mimo wszystko mnie się podobało i ciesze się, że udało mi się wziąć w tym udział :)

Festiwalowe selfie :3

P.S. Już idę spać, jutro nadrobię więcej postów, ale chcę jeszcze napisać, że od dziś zaczynam ćwiczenia z Mel B i jestem już po dzisiejszej porcji i przyznam, że jest to męczące i idzie się przy tym spocić, ale jestem niemal pewna, że efekty będą widoczne. A jutro rano jadę z rodzinką nad wodę się poopalać, bo jestem blada jak ściana i słońce w te wakacje nawet mnie jeszcze nie musnęło swoimi promieniami :)

Dobranoc !

8 lip 2014

Ostatnie kilka dni + udana sesja


Cholercia.
Znów się opuściłam w blogowaniu, a w wakacje miałam codziennie dodać choć krótki post. No cóż, jeszcze coś pododaję .

W sobotę dostałam zaproszenie na grilla. Z chęcią się wybrałam. Było bardzo miło, i pomimo tego, że towarzystwo wybiera się już na studia nie czułam się jak "gówniarz" i spędziliśmy miło czas. Niestety musiałam wrócić dość wcześnie. Gospodarz odwiózł mnie i Adasia prosto do domu, co było bardzo miłym gestem z jego strony. Mam nadzieję, że może kiedyś uda się powtórzyć taki wypad.

Niedzielne popołudnie spędziłam w Katowicach, było też całkiem okej.

No a ostatnie dni.. Minęły bardzo spokojnie. Śpię gdzieś do 12-13, czy tego chcę czy nie. Budziki mnie nie budzą, zaczyna mnie to troszkę irytować. No ale cóż

No a wczoraj wybrałam się z Karoliną na rowerach na zdjęcia. Wyszły całkiem dobrze, kilka tutaj podrzucę. Nogi mnie strasznie bolały no i nie mam już kondycji, ale da się to naprawić.

No a już jutro i w niedzielę wybieram się na Festiwal Energii i nocować u Ciurki. Dziś wróciła z mazur, mamy sobie duużo do opowiadania.










Co sądzicie o zdjęciach ? :) 

4 lip 2014

Duża porcja adrenaliny

Hej !

Dziś do południa jak to zwykle się wyspałam, jednak jestem na dobrej drodze i dziś wstałam koło 10, a nie tak jak zazwyczaj o 13. Potem zjadłam obiad, ogarnęłam pokój.

Po południu umówiłam się z Patką i 4 kolegami na spacer. Jednak nie miał to być zwykły spacer, ale taki z dreszczykiem. Celem naszej wyprawy był tunel wbudowany w kamieniołom, który za czasów wojny był składem materiałów wybuchowych. Po wojnie został oczyszczony z materiałów, i od tego czasu jest "atrakcją" dla śmiałków którzy lubią opuszczone miejsca. Chodziły pogłoski o satanistach odprawiających tam czarne msze, jednak nie wiem czy to potwierdzone info czy tylko historyjki, żeby odstraszyć stamtąd ludzi.

W drodze do "groty" do Seby dzwonili chłopcy, że nie dadzą jednak rady i wyszło na to, że musieliśmy iść w trójkę. Gdy ja, Patka i Seba stanęliśmy przed wejściem do tunelu, które wygląda tak :
ŻRÓDŁO
to ja już miałam portki pełne strachu, ale stwierdziłam, że po to jest młodość, żeby mieć z niej jakieś wspomnienia, po to są wakacje i zastrzyk adrenaliny dobrze mi zrobi.

Po przejściu 2 metrów w ciemności wąskim korytarzem 2x2 metry już cała się trzęsłam i chciałam zawrócić no ale zebrałam się w sobie i poszliśmy dalej. Po przejściu kilku metrów, oświetlając drogę latarkami zauważyłam "rozwidlenie" drogi na lewo i prawo. W tym momencie już miałam się wycofać bo nie chciałam iść dalej, no ale stwierdziłam, że żyje się raz, a przecież nie idę sama.

Z jednej strony rozwidlenie kończyło się ślepą uliczką, więc poszliśmy dalej. Ściany w całym tunelu są osmolone, jest baardzo ciemno. Ja się bałam, ale nieco oswoiłam się z miejscem, i gdy nagle zajrzałam w bok przy kolejnym rozwidleniu to zobaczyłam pod ścianą postać. Zaczęłam krzyczeć, podskakiwać, po sekundzie zorientowałam się, że to kolega Paweł i specjalnie tam stał, żeby nas wystraszyć. Tak bardzo się wystraszyłam, że zaczęło mi się kręcić w głowie. Chwyciłam się mocno Pawła i poszliśmy kawałeczek dalej. Nagle na naszej drodze pojawił się gościu w masce. Zaczęłam piszczeć, i tak się wystraszyłam, że prawie wskoczyłam Pawłowi na ręce. Okazało się, że to był drugi kumpel Marek, który też był "podstawiony". Wyszliśmy z tunelu, potem weszliśmy do niego jeszcze raz i chłopakom znów udało się nas nastraszyć, ale już nie mam siły opisywać tego ze szczegółami. Potem poszliśmy sobie na spacer, posiedzieliśmy sobie na łonie natury, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, ogólnie bardzo pozytywnie.

Wiem, że sam pomysł pójścia do tunelu był szalony i może trochę nieodpowiedzialny, ale tylu ludzi tam chodziło i nikomu nigdy się nic nie stało, więc stwierdziliśmy, że co szkodzi spróbować. Mimo tego ogromnego strachu wywołanego przez kumpli potem ciągle śmialiśmy się z moich reakcji i spędziliśmy miło czas.

Mam za to ciekawe wakacyjne wspomnienie. Ba ! Na pewno zapamiętam tą wyprawę na całe życie.

Trochę adrenalinki zawsze się przyda :) A teraz idę spać bo jutro też szykuje się miły dzień, dobranoc :)